Javi, a właściwie Javier Almarcha Paredes to zawodnik, który w tym sezonie dołączył do kadry „Podkarpackich Dzików”. Jak z jego perspektywy wygląda wizyta w Polsce i gra dla Heiro Rzeszów ? Sprawdźcie, czytając nasza rozmowę.
Jak to się stało, że zostałeś zawodnikiem Heiro Rzeszów ?
Javier Almarcha Paredes: Kiedy dostałem stypendium Erasmus, postanowiłem poszukać drużyn futsalu w Rzeszowie i znalazłem numer telefonu do naszego prezesa i trenera na Instagramie. Skontaktowałem się z nim, a on powiedział mi, że mogę bez problemu spróbować swoich sił w drużynie.
Który element organizacji klubu najbardziej Cię zaskoczył – pozytywnie lub negatywnie
JAP: Byłem bardzo zaskoczony, jak dobrze to wszystko jest zorganizowane i jak dobrze traktowali nas organizatorzy i personel, jeśli chodzi o zapewnienie ubrań, pranie, rozdawanie nagród na koniec każdego meczu (np. pizzy itp.). W Hiszpanii jest inaczej.
Czy bariera językowa sprawia Ci dużo problemów ?
JAP: Oczywiście nie znam języka, ale robię wszystko, co w mojej mocy, aby go zrozumieć i zintegrować. Jeśli czegoś nie jestem pewien, mogę porozmawiać z kolegami z drużyny, a nawet z trenerem, po angielsku. Koniec końców, futsal to język uniwersalny i każdy, kto się postara, zrozumie go.
Jak oceniasz poziom 2. ligi futsalu w porównaniu z ligami, w których grałeś wcześniej?
JAP: Technicznie poziom jest porównywalny z Hiszpanią, choć taktycznie uważam Hiszpanię za lepszą. Tutaj gra jest o wiele trudniejsza i nie zrozumcie mnie źle, wszystkie drużyny walczą bardzo zaciekle, od pierwszej do ostatniej rundy, co nie zawsze zdarza się w Hiszpanii.
Czy uważasz, że Heiro ma realną szansę walczyć o awans w tym sezonie?
JAP: Wierzę, że Heiro Rzeszów ma bardzo duże szanse na awans. Mamy bardzo solidną drużynę z doskonałymi zawodnikami, którzy są świetnie wyszkoleni. Zdecydowanie tak.
Skąd pochodzisz i jak zaczęła się Twoja przygoda z futsalem?
JAP: Pochodzę z Walencji. Moja kariera rozpoczęła się od gry w szkolnej drużynie, w której zawsze grałem i której zawdzięczam wszystko (Penyaroja FS). Mimo wszystko, w zeszłym roku z różnych przyczyn grałem poza tą drużyną, ale zacząłem tam, gdy miałem pięć lat.
Co najbardziej lubisz w życiu w Polsce, a co wciąż sprawia Ci trudność?
JAP: W Polsce najbardziej podoba mi się to, jak łatwo i tanio można podróżować autobusem, metrem czy samolotem, a do tego na każdym rogu jest Żabka, która zawsze się przydaje (śmiech).
Jak spędzasz czas wolny poza treningami i meczami?
JAP: Poza treningami spędzam wolny czas z moimi hiszpańskimi współlokatorami, snując nowe plany, chodząc na zajęcia, a przede wszystkim robiąc to, co lubię najbardziej: zwiedzając z nimi różne kraje lub miasta.
Jakie polskie potrawy miałeś okazję spróbować i które najbardziej Ci smakują?
JAP: Próbowałem pierogów i zapiekanki i szczerze mówiąc, oba bardzo mi smakowały, ale wolę zapiekankę.
Czego najbardziej brakuje Ci z Hiszpanii?
JAP: Najbardziej w Hiszpanii tęsknię za rodziną, przyjaciółmi i planami, które z nimi kiedyś snułem. Bardzo tęsknię, też za hiszpańską kuchnią i pogodą, bo obie są tam bardzo dobre.
Czy mecz z Eurobusem Przemyśl przeciwko Leo Santanie będzie czymś, co zapamiętasz na długo ?
JAP: Oczywiście, nigdy nie spodziewałem się spotkać zawodników takiego kalibru. To było niezapomniane przeżycie grać przeciwko Leo Santanie, Rubenowi, Henrique i Tiago Correi. Do tego dochodziła rywalizacja z resztą świetnych graczy Eurobusu, których nie znałem, ale którzy pozytywnie mnie zaskoczyli swoim poziomem gry.
Kiedy doczekamy się twojej pierwszej bramki dla Heiro ?
JAP: Mam nadzieję, że już w najbliższym meczu.


